ul. Smulikowskiego 4, pok. 221, II piętro, 00-389 Warszawa  +48 536-555-608; fdir(at)wp.pl 
www. fdir.pl  www.programdavinci.pl

Вы хотите, чтобы поддержать наш бизнес?

Cras eget magna non eros tincidunt blandit id eu turpis. Nullam bibendum ornare felis ut tempus.

Фонд миссия

Nagłówek fundacja dziecko i rodzina Nam et tincidunt lorem, et fermentum sapien. In ac ullamcorper ex. Fusce commodo laoreet faucibus. Pellentesque venenatis, est in dignissim scelerisque, sapien nunc malesuada elit, et elementum arcu elit vitae nibh. Mauris at dignissim turpis. Vestibulum pharetra enim viverra facilisis cursus. Aenean vitae pulvinar justo. Vivamus justo metus, commodo a massa sit amet, feugiat vehicula nisl. Ut hendrerit, massa eget efficitur ultrices, ligula magna efficitur diam, ut consectetur odio turpis eget mi.
Vivamus justo metus. This is russian
Państwa na terenie których działamy, This is russian
fundacja dziecko i rodzina warszawa
Bicie dzieci jest tym samym, co uderzenie człowieka, który prosi nas o pomoc. Każde zachowanie dziecka jest wyrazem jakiejś potrzeby. Może być to prośba o uwagę, o bycie więcej razem, o rozmowę, o zabawę, o pomoc w trudnych dla dziecka sytuacjach, o wsparcie, gdy dziecko czuje się niepewnie lub wie, że nie ma odpowiednich umiejętności. To prośba o podanie ręki, o wzmocnienie, o wsparcie. Może być to również niepewne uczenie się granic, kiedy dziecko dowiaduje się, na ile ma polegać na rodzicu i na ile musi być samodzielne. Problem w tym, że coraz bardziej tracimy umiejętność odczytywania tych sygnałów. Coraz mniej znamy nasze dzieci. Widujemy dzieci coraz rzadziej i mamy coraz mniej okazji, aby dzieci poznawać i budować z nimi bliskie relacje. Małe dzieci spędzają czas w przedszkolach lub z opiekunkami, potem szczęśliwie idą do szkoły, a po szkole na jak najwięcej zajęć – „aby ich czas był zajęty”. Kiedy już dochodzi do spotkań z naszym własnym dzieckiem – jesteśmy zmęczeni…. „Nie widzisz, jak mamusia jest zmęczona? Daj mi spokój…, nie teraz….”.
Agresja wobec dzieci to najbardziej rozpaczliwe narzędzie wciąż popularnej „metody” wychowawczej, dzięki której dorośli mają „korygować” zachowania dzieci. Wychowanie oznacza tu pewien rodzaj tresury, w której dorośli wyszukują różne sposoby, aby dzieci „spełniały ich oczekiwania”, „robiły to, co oni chcą” i „odwdzięczały się za ich miłość”. Zaburzamy w ten sposób mechanizm budowania więzi, który oparty jest na stałych i pozytywnych reakcjach na wyrażane przez dziecko potrzeby – przy jednoczesnym pozwoleniu na autonomię dziecka – bez której trudno mówić o budowaniu własnych kompetencji i tożsamości. Do tego dochodzi jeszcze poczucie winy i inne napięcia, wynikające z naszego przeświadczenia, że coraz mniej nasze dzieci rozumiemy, coraz mniej znamy. Tymczasem dziecko podejmuje coraz bardziej gwałtowne metody zwrócenia naszej uwagi; próby nawiązania bliskiej relacji. Buduje się więź „pozabezpieczna”, w której jest dużo napięć, agresji, unikania, kłamstwa. Spirala tych napięć prowadzi do tracenia kontroli nad impulsami. W końcu dochodzi do przemocy w nerwowej reakcji na zachowanie, którego nie rozumiemy i które budzi w nas napięcie. Oczywiście powiemy przy tym, że wszystko dzieje się „dla dobra dziecka”. Ma przecież zachowywać się poprawnie – aby wyrosło na tak porządnych ludzi, jak my. Jeśli nie słucha, my pasem nauczymy je zasad.
Takie podejście ma nawet swoich naukowych propagatorów – co widać w niedawnej wypowiedzi Prof. Stawrowskiego, w której przemoc okazała się obowiązkiem rodziców, wynikającym z „rodzicielskiej miłości”. Jak się okazuje, świat nauki również nie znosi próżni. Jeśli jesteśmy coraz bardziej bezradni w wychowywaniu coraz nam mniej bliskich dzieci, jeśli przeważa złość, napięcia, brak kompetencji emocjonalnych – znajdzie się zawsze ktoś, kto dorobi do tego ideologię. Tym, którzy wierzą w miłość i autentyczną przyjaźń z dzieckiem – wystąpienie prof. Stawrowskiego nie zaszkodzi. Tym jednak, którzy się wahają – polecałbym wiele opracowań na temat mechanizmów tworzenia się bezpiecznej więzi. Czyli takiej, dzięki której wzrasta przy nas dziecko ufające nam, zdolne do poznawania świata, posiadające dużo przejętej od nas empatii oraz silne poczucie wartości. Dzieci te widziały w naszym zachowaniu zasady moralne i chcą je naśladować. Dzieci, które chcą robić to, co my robimy, a nie to, co tylko mówimy.
Dan Hughes, profesor psychologii z trochę innego świata niż prof. Stawrowski, powiedziałby, że aby zbudować z dzieckiem więź opartą na przekazywaniu wartości, zasad, umiejętności – trzeba reagować na potrzeby dziecka. Trzeba też poświęcić dziecku dużo czasu, przeżywać z nim wspólne radości, być ciekawym dziecka. Trzeba też akceptować dziecko jakie jest, czyli pamiętać, że nie ma jeszcze wszystkich umiejętności i zachowuje się czasem głupio. Wtedy pomoże nasza empatia, czyli umiejętność odczytania potrzeby, jaką dziecko wyraża swoim zachowaniem. Nie bijmy potrzebujących. I jeszcze mały dodatek.
Gdyby Prof. Stawrowski był erudytą, natknąłby się na fascynujące wyniki badań nad mózgiem, które rozwinęły się gwałtownie wraz rozwojem technologii. Dowiedziałby się, jaki wpływ ma przemoc fizyczna i psychiczna na rozwój mózgu dziecka. I mam nadzieję, że wtedy bardzo by się przestraszył tego, co powiedział.
tekst Tomasza Polkowskiego na temat kontrowersji wokół zasadności karania fizycznego dzieci"