ul. Smulikowskiego 4, pok. 221, II piętro, 00-389 Warszawa  +48 536-555-608; fdir(at)wp.pl 
www. fdir.pl  www.programdavinci.pl

Вы хотите, чтобы поддержать наш бизнес?

Cras eget magna non eros tincidunt blandit id eu turpis. Nullam bibendum ornare felis ut tempus.

Фонд миссия

Nagłówek fundacja dziecko i rodzina Nam et tincidunt lorem, et fermentum sapien. In ac ullamcorper ex. Fusce commodo laoreet faucibus. Pellentesque venenatis, est in dignissim scelerisque, sapien nunc malesuada elit, et elementum arcu elit vitae nibh. Mauris at dignissim turpis. Vestibulum pharetra enim viverra facilisis cursus. Aenean vitae pulvinar justo. Vivamus justo metus, commodo a massa sit amet, feugiat vehicula nisl. Ut hendrerit, massa eget efficitur ultrices, ligula magna efficitur diam, ut consectetur odio turpis eget mi.
Vivamus justo metus. This is russian
Państwa na terenie których działamy, This is russian
fundacja dziecko i rodzina warszawa

Przedstawiamy nowy tekst Klaudyny Szmyt, dorosłej wychowanki domu dziecka. Zdjęcie nie jest jej. Dziękujemy Klaudyno za przesłanie tekstu i prosimy o więcej. Głos młodziezy, która wie o co chodzi - jest bardzo ważny.

„Mamy problem kryzysów w placówkach, nawet tych małych, gdzie zmieniają się wychowawcy i dzieci nie są w stanie nikomu zaufać, ani nawiązać więzi, co powoduje, że tracą umiejętność budowania trwałych relacji. Materialnie małe domy dla dzieci w Polsce są coraz lepsze, ale emocjonalnie – często jest to pustynia” napisał Tomasz Polkowski Oznacza to, że domy dziecka, nie odbiegają emocjonalnie od rodzin biologicznych, w których zabrakło uczucia i umiejętności budowania więzi. Mocne słowa. Jednak prawdziwe.
Domy dziecka chronią dzieciaki przed niebezpieczeństwem przemocy fizycznej czy psychicznej panującej w domu. Dają możliwości rozwoju poprzez dopilnowanie obowiązku szkolnego czy też sfinansowania zajęć pozalekcyjnych, rozwoju zainteresowań. Tylko czy ziarenko, które dostanie najlepszą ziemię da radę wykiełkować bez ciepłych promieni słońca? Jak pamiętam opiekę w domu dziecka? Wychowawcy przychodzą „na dyżury”. Grafik ich pracy wisi w pokoju wychowawców. Daje to dzieciom lekkie poczucie „bezpieczeństwa”, bo wiadomo, kto się pojawi, chociaż nie w przypadku każdego wychowawcy. Niektórzy są groźni. Wychowawca schodzący „zdaje dyżur” i robi zapisy w dzienniku: „Kasia miała zły dzień”, „Wojtek rozbił szybę”, Karolina paliła papierosy”, „Ola przyniosła 5 z języka polskiego” a „Tomek cały dzień spędził na podwórku”. Mechanizm – jak w zegarku. Wypisywanie dziennych arkuszy i hej, trzymajcie się, do jutra. I tak codziennie, co osiem, czasami co dwanaście godzin. Zero stałości i bardzo, bardzo mało indywidualnej relacji.
To placówki publiczne, więc chyba dużo nie można oczekiwać, jednak czy nie można byłoby pomyśleć, co zmienić, by poczucie bezpieczeństwa i więzi wychowawcy z podopiecznym były większe?
Wakacje. Przerzucanie z jednego domu do drugiego, „bo wychowawca też człowiek”, „musi mieć urlop, więc zostaw swoje rzeczy, zabierz co najważniejsze i…do obcego domu, obcych ludzi”. Przez te dwa miesiące pomimo dyżurowania po osiem godzin i wymiany dzieci udaje się nawiązać nowe relacje. Jednak wakacje się kończą i kończą się też nowe, często cenne znajomości, bo wracamy na swoje „stare” miejsca. Gdzie tu miejsce na miłość, która będzie dla dziecka jak te ciepłe promienie słońca dla kiełkującego ziarnka? Gdzie tu miejsce na złość, skoro każdy wybuch traktowany jest jak atak ze skutkiem notatki sądowej, z groźbą Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego - zamiast rozmowy i wsparcia? Gdzie tu miejsce na poczucie przynależności, skoro nie wiesz, czy następnego dnia nie zatrudni się ktoś nowy, nie zmienisz domu lub czy ktoś nie zamieni się dyżurami…? Gdzie miejsce na autonomię, skoro musisz walczyć ze swoimi uczuciami, by zwyczajnie dopasować się do reszty? Nie pasujesz, masz zaburzenia. Prosta etykietka. Masz zaburzenia, ktoś nie daje rady z Tobą – śmigaj do MOW-u, lub do innego domu. Jakby to miało w czymś pomóc, jakby miało zmienić zachowanie. Tylko jak, skoro w tym wypadku taki ośrodek wychowawczy to po prostu kolejna zmiana jakich nie brak w placówce. Zero motywacji. Zero więzi. A w ośrodku wychowawczym można się najwyżej nauczyć nowych sposobów kombinowania i przemocy. I co z tego, że w salonie domu dziecka wisi nowy telewizor, albo że materialnie są coraz lepsze warunki, kiedy nie ma więzi i zaufania…
Potem wyprowadzasz się, bez umiejętności rozwiązywania konfliktów, bo w placówce każdy konflikt był regulowany prawem czy kontraktem. Wyprowadzasz się i ciągle szukasz zmian, bo w tym czujesz się bezpiecznie, tylko to znasz. Więc zmieniasz – mieszkania, pracę, partnerów. Gubisz się. Nie potrafisz z kimś ani w niczym być na stałe. Tworzysz konflikty. Przecież w nich czujesz się najlepiej – tego Cię uczono. Kiedy konflikt staje się poważnym problemem, szukasz rozwiązań – tak jak potrafisz. Kłamstwa, narkotyki, przemoc, kradzieże.
Trzeba mieć naprawdę silną wolę i dobre oparcie w mądrych relacjach, by spróbować poradzić sobie w dorosłym życiu. Smutne jest to, że domy dziecka nie są w stanie zapewnić na tyle emocjonalnego wsparcia, na ile dzieci by tego potrzebowały. Poradzą sobie tylko wtedy, jeśli zdarzy się im na drodze jakaś dobra dusza - iskierka nadziei. Ktoś, kto zaakceptuje bez warunków i po prostu będzie – na dobre i na złe. W nocy i w dzień. Na telefon, w każdej chwili. Tak jak powinna być mama czy tata…
Tak, zdarzają się tacy wychowawcy. Jednak to też zazwyczaj trwa do czasu usamodzielnienia… Potem… ,hulaj dusza. Radź sobie. Z bagażem emocjonalnym jaki masz i bez bagażu emocjonalnego jaki powinieneś mieć….