ul. Smulikowskiego 4, pok. 221, II piętro, 00-389 Warszawa  +48 536-555-608; fdir(at)wp.pl 
www. fdir.pl  www.programdavinci.pl
fundacja dziecko i rodzina przykladowe zdjecie kampani
Zwracamy się do was o wsparcie finansowe niezbędne do organizacji letniego obozu realizowanego w ramach programu d@Vinci dla młodzieży z domów dziecka.
W zeszłym roku 24 młodych ludzi w trakcie letnich wakacji budowało konkretne plany życiowe, wzmacniało poczucie wartości oraz urealniało marzenia. W trakcie obozu mieli szansę spotkać się z ludźmi sukcesu – artystami, sportowcami, managerami. Wspieramy ich oraz przygotowujemy do pracy organizując praktyki zawodowe, opłacając korepetycje i kursy.
W tym roku pragniemy zorganizować drugą edycję Programu i pomóc kolejnej grupie młodych ludzi. Każda pomoc finansowa przybliży nas do tegorocznego obozu w Tomaszkowie na Mazurach. Bez waszego wsparcia obóz się nie odbędzie. Jeśli jesteś młody lub nie masz zbyt dużo środków – wpłać symboliczną kwotę 5 złotych i przekaż ten apel swoim znajomym uruchamiając lawinę dalszych działań na rzecz młodych ludzi z domów dziecka. Jeśli jesteś finansowo niezależny, wspomóż nas sumą trochę większą, inicjując w ten sposób pomoc konkretnym ludziom w osiągnięciu życiowego i zawodowego sukcesu.
Więcej o obozie przeczytasz na https://www.facebook.com/programdaVinci/, stronie programu www.programdavinci.pl i stronie organizatora Fundacja Dziecko i Rodzina www.fdir.pl. Możesz też pomóc bezpośrednio, zgłaszając się do nas z propozycją osobistego udziału w programie.

I Ty możesz pomóc    kliknij tu
Wychodząc naprzeciw Waszym,  Drodzy Państwo i nasi Przyjaciele pytaniom i oczekiwaniom dotyczącym prowadzonego przez nas Programu daVinci przygotowaliśmy krótką broszurę informacyjną opisującą w  przystępny i syntetyczny sposób wydarzenia mające miejsce w  minionym roku oraz cele i założenia programu na 2019.

Zapraszamy do zapoznania się z materiałem 
pobierz plik

Wiele w ostatnich dniach słychać wezwań do zakończenia mowy nienawiści. Przyłączam się do tych wezwań, chociaż wiem, że pozostaną wezwaniem powtarzanym od początku do końca świata… Jesteśmy przecież wychowani do ocen. Robimy coś dobrze lub źle już we wczesnym dzieciństwie, potem oceniają nas w szkołach. Następnie jesteśmy rekrutowani, kwalifikowani, oceniana jest nasza praca… Uczymy się oceniać innych. Oczekuje się od nas, że staniemy po którejś stronie. Ta partia zła, tamta dobra. To dziecko dobre, tamto złe. Ta mama dobra, tamta zła. Domy dziecka złe, rodziny zastępcze dobre – albo odwrotnie. Ten jest dobry, kto potrafi podać odpowiednie argumenty do swojej oceny. Każda ocena – wywołuje emocje i nieodparte pragnienie, żeby odpowiedzieć. Najlepiej tak, żeby oceniającemu odechciało się już cokolwiek oceniać. Wywołuje to spiralę działań, która, podsycana przez widzów – powoduje wejście na poziom emocji prostych, jak złość, gniew, pragnienie zemsty. Przeżyłem to nie raz, albo wywołując dyskusję ocenami, albo na nie odpowiadając. To droga do nikąd, nie prowadzi do żadnych konstruktywnych rozwiązań. Bardzo rzadko napotkamy na kogoś, kto potrafi przerwać taką spiralę nienawiści – jak Mahatma Gandhi, który powiedział: „Nikt nie może mnie zranić bez mojej zgody…”

O ileż skuteczniejsze jest podejście wzmacniające, analizujące mocne strony danej osoby. Nie jest to proste podejście, dlatego, że trzeba pozbyć się magii przymiotników. Nie „dobra rodzina zastępcza”, tylko taka, która posiada takie a nie inne umiejętności i zasoby. Tych, umiejętności, których jeszcze nie ma, nauczy się w taki a nie inny sposób. I tyle. Dom dziecka zły? Nie, to nie tak. Jaki musiałby być, aby zabezpieczyć te, a nie inne potrzeby wychowanków? Może jednak powinny istnieć małe, specjalistyczne placówki terapeutyczne dla nastolatków, bo właśnie tak będzie można zaspokoić potrzeby młodych, poranionych ludzi? Rodziny biologiczne złe, patologiczne ? A czy nie lepiej zapytać, jakich konkretnych umiejętności i zasobów im brakuje i czy możliwe jest ich zbudowanie lub wzmocnienie? I czy jest to zgodne z potrzebami dziecka? W tych ocenach zapętliliśmy się tak daleko, że skłócone są między sobą całe środowiska. W internecie padają ogólniki na temat pcpr-ów wypisywane przez rodziny zastępcze, albo krzywdzące oceny, że „rodziny zastępcze tworzone są dla zarobku”. Dyskusje pomiędzy organizacjami pozarządowymi doprowadzane są do czerwoności, ku uciesze innych organizacji, które na tym korzystają.

Tymczasem trzeba byłoby spojrzeć na każdego człowieka z osobna. Na każda biologiczną matkę i ojca, którzy często wymagają podejścia motywującego, wywołującego optymizm i nadzieję, aby uwierzyć, że może im się udać. Na każda rodzinę zastępczą, która 24 godziny na dobę odbudowuje dziecko ze stanu emocjonalnej ruiny. Na wychowawców z placówek, którzy próbują nie wpaść w rutynę i jednak odmienić coś  w życiu niektórych wychowanków.

Mogę obiecać, że będę próbował, mimo pokusy ocen, wzmacniać w sobie kompetencje patrzenia na innych przez pryzmat faktów, mocnych stron, umiejętności. Jeśli zło to brak dobra, to nazwijmy, jakich umiejętności brakuje danej osobie i czy widzimy możliwość ich odbudowania. Może tak jest, że z powodu braku miłości od urodzenia, na niektórych jest za późno, albo potrzeba cudu, aby mogło się coś zmienić. Cuda wywoływane są przez miłość, szacunek do drugiego człowieka. „Mówię do każdego w taki sam sposób – czy jest śmieciarzem, czy rektorem uniwersytetu”, powiedział Albert Einstein. Patrzę na cuda niemal codziennie. Na matkę, która z dna odbiła się i buduje w sobie pełne kompetencje odpowiedzialnego macierzyństwa. Dlaczego to robi? Bo ktoś w nią uwierzył! Na rodzinę zastępczą, która szanuje i motywuje rodziców dziecka. Dlaczego? Bo dostrzegła, że przez to pomaga dziecku… Na przejętą dyrektorkę domu dziecka, która wie, że najważniejszą reformą nie jest podzielenie domu dziecka na małe struktury, ale wnikliwa analiza każdego przypadku dziecka i realizacja planu odbudowy zdolności do więzi, budowy trwałych, pozytywnych relacji dziecka. Na cuda natrafiam nieustannie. Natrafiam też na ludzi, którzy są aniołami. Warto przy nich przebywać, bo są jak wzmacniająca witamina. Mniej ocen, więcej dostrzegania mocnych stron (nawet tam, gdzie ich pozornie nie ma) a cudów będzie jeszcze więcej.


Tomasz Polkowski

Przedstawiamy nowy tekst Klaudyny Szmyt, dorosłej wychowanki domu dziecka. Zdjęcie nie jest jej. Dziękujemy Klaudyno za przesłanie tekstu i prosimy o więcej. Głos młodziezy, która wie o co chodzi - jest bardzo ważny.

„Mamy problem kryzysów w placówkach, nawet tych małych, gdzie zmieniają się wychowawcy i dzieci nie są w stanie nikomu zaufać, ani nawiązać więzi, co powoduje, że tracą umiejętność budowania trwałych relacji. Materialnie małe domy dla dzieci w Polsce są coraz lepsze, ale emocjonalnie – często jest to pustynia” napisał Tomasz Polkowski Oznacza to, że domy dziecka, nie odbiegają emocjonalnie od rodzin biologicznych, w których zabrakło uczucia i umiejętności budowania więzi. Mocne słowa. Jednak prawdziwe.
Domy dziecka chronią dzieciaki przed niebezpieczeństwem przemocy fizycznej czy psychicznej panującej w domu. Dają możliwości rozwoju poprzez dopilnowanie obowiązku szkolnego czy też sfinansowania zajęć pozalekcyjnych, rozwoju zainteresowań. Tylko czy ziarenko, które dostanie najlepszą ziemię da radę wykiełkować bez ciepłych promieni słońca? Jak pamiętam opiekę w domu dziecka? Wychowawcy przychodzą „na dyżury”. Grafik ich pracy wisi w pokoju wychowawców. Daje to dzieciom lekkie poczucie „bezpieczeństwa”, bo wiadomo, kto się pojawi, chociaż nie w przypadku każdego wychowawcy. Niektórzy są groźni. Wychowawca schodzący „zdaje dyżur” i robi zapisy w dzienniku: „Kasia miała zły dzień”, „Wojtek rozbił szybę”, Karolina paliła papierosy”, „Ola przyniosła 5 z języka polskiego” a „Tomek cały dzień spędził na podwórku”. Mechanizm – jak w zegarku. Wypisywanie dziennych arkuszy i hej, trzymajcie się, do jutra. I tak codziennie, co osiem, czasami co dwanaście godzin. Zero stałości i bardzo, bardzo mało indywidualnej relacji.
To placówki publiczne, więc chyba dużo nie można oczekiwać, jednak czy nie można byłoby pomyśleć, co zmienić, by poczucie bezpieczeństwa i więzi wychowawcy z podopiecznym były większe?
Wakacje. Przerzucanie z jednego domu do drugiego, „bo wychowawca też człowiek”, „musi mieć urlop, więc zostaw swoje rzeczy, zabierz co najważniejsze i…do obcego domu, obcych ludzi”. Przez te dwa miesiące pomimo dyżurowania po osiem godzin i wymiany dzieci udaje się nawiązać nowe relacje. Jednak wakacje się kończą i kończą się też nowe, często cenne znajomości, bo wracamy na swoje „stare” miejsca. Gdzie tu miejsce na miłość, która będzie dla dziecka jak te ciepłe promienie słońca dla kiełkującego ziarnka? Gdzie tu miejsce na złość, skoro każdy wybuch traktowany jest jak atak ze skutkiem notatki sądowej, z groźbą Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego - zamiast rozmowy i wsparcia? Gdzie tu miejsce na poczucie przynależności, skoro nie wiesz, czy następnego dnia nie zatrudni się ktoś nowy, nie zmienisz domu lub czy ktoś nie zamieni się dyżurami…? Gdzie miejsce na autonomię, skoro musisz walczyć ze swoimi uczuciami, by zwyczajnie dopasować się do reszty? Nie pasujesz, masz zaburzenia. Prosta etykietka. Masz zaburzenia, ktoś nie daje rady z Tobą – śmigaj do MOW-u, lub do innego domu. Jakby to miało w czymś pomóc, jakby miało zmienić zachowanie. Tylko jak, skoro w tym wypadku taki ośrodek wychowawczy to po prostu kolejna zmiana jakich nie brak w placówce. Zero motywacji. Zero więzi. A w ośrodku wychowawczym można się najwyżej nauczyć nowych sposobów kombinowania i przemocy. I co z tego, że w salonie domu dziecka wisi nowy telewizor, albo że materialnie są coraz lepsze warunki, kiedy nie ma więzi i zaufania…
Potem wyprowadzasz się, bez umiejętności rozwiązywania konfliktów, bo w placówce każdy konflikt był regulowany prawem czy kontraktem. Wyprowadzasz się i ciągle szukasz zmian, bo w tym czujesz się bezpiecznie, tylko to znasz. Więc zmieniasz – mieszkania, pracę, partnerów. Gubisz się. Nie potrafisz z kimś ani w niczym być na stałe. Tworzysz konflikty. Przecież w nich czujesz się najlepiej – tego Cię uczono. Kiedy konflikt staje się poważnym problemem, szukasz rozwiązań – tak jak potrafisz. Kłamstwa, narkotyki, przemoc, kradzieże.
Trzeba mieć naprawdę silną wolę i dobre oparcie w mądrych relacjach, by spróbować poradzić sobie w dorosłym życiu. Smutne jest to, że domy dziecka nie są w stanie zapewnić na tyle emocjonalnego wsparcia, na ile dzieci by tego potrzebowały. Poradzą sobie tylko wtedy, jeśli zdarzy się im na drodze jakaś dobra dusza - iskierka nadziei. Ktoś, kto zaakceptuje bez warunków i po prostu będzie – na dobre i na złe. W nocy i w dzień. Na telefon, w każdej chwili. Tak jak powinna być mama czy tata…
Tak, zdarzają się tacy wychowawcy. Jednak to też zazwyczaj trwa do czasu usamodzielnienia… Potem… ,hulaj dusza. Radź sobie. Z bagażem emocjonalnym jaki masz i bez bagażu emocjonalnego jaki powinieneś mieć….

Brak wiary w możliwość powrotu do domów dzieci z rodzin zastępczych i domów dziecka opiera się na doświadczeniu. „Takich przypadków jest mało”, więc jest to niemożliwe. Można to porównać do braku wiary w szczepionkę, której jeszcze nie wypróbowano na szerszej grupie pacjentów. Ona rzeczywiście nie działa, bo się jej nie stosuje… Wyrażane są również opinie, że zakładany w nowelizacji okres jednego roku jako data zalecanych powrotów do rodziny jest nierealistyczna – bo przecież „problemy rodzin są tak złożone”, że się „nie da tak szybko”, poza tym „tego się nie praktykuje”. Co musiałoby się stać, żeby stosunkowo szybka reintegracja dzieci była możliwa na zdecydowanie większą skalę?

1. Funkcjonujący system profilaktyczny, który ograniczałby sytuacje kryzysowe do minimum.
2. Intensywny, wręcz zmasowany okres zespołowego wsparcia dla rodziny po separacji – oparty na podejściu wzmacniającym (czyli wzmacnianiu mocnych stron i zasobów rodziny) – kierowany przez asystenta rodziny posiadającego umiejętności budowania relacji, pracy na mocnych stronach, motywowania, podejścia skupionego na rozwiązaniach a nie problemach.
3. Utworzenie i realizacja indywidulanego planu pracy z dzieckiem i rodziną – nie na papierze, ale w oparciu o informacje z analizy danego przypadku. Celowość każdego działania wobec rodziny.
4. Intensywne kontakty dziecka z tymi członkami rodziny, którzy maja z dzieckiem pozytywne relacje i mu nie zagrażają. (to wyjątkowo trudny temat w Polsce, gdzie tylko 30 procent opiekunów zastępczych dopuszcza kontakty dziecka z własnymi rodzicami w domu rodziny zastępczej).
5. Budowanie zasobów rodzinnych i pozarodzinnych rodziców dziecka, przy oparciu społeczności lokalnej.
6. Traktowanie bliskich dziecka z szacunkiem, jako partnerów. Ten postulat jest wyjątkowo trudny do spełnienia w kraju, w którym wciąż króluje ocenne (diagnostyczno-medyczne) podejście do „klientów” pomocy społecznej. Zamosky i inni (1993) sugerują, że reintegracja dzieci powinna się zaczynać od zmiany negatywnego nastawienia specjalistów i pracowników socjalnych do rodzin.

Czy tak intensywna praca jest w Polsce możliwa? Na razie chyba tylko w niektórych powiatach, w których nastąpiły porozumienia PCPR-ów i gmin umożliwiające współpracę koordynatorów (lub wychowawców) i asystentów rodziny (patrz np. Tarnowskie Góry). Bardziej jest to możliwe w dużych miastach – jak Łódź czy Trójmiasto, gdzie obie służby – wspierające rodzinę i pieczę zastępczą – są w „jednym” ręku. Dopiero, jak przeprowadzimy takie działania i zbadamy ich skuteczność – będzie można powiedzieć, czy warto i jak szybko…
Myślę, że Łódź już niedługo dostarczy ważnych informacji do tego rodzaju dyskusji. Na razie możemy korzystać z wyjątkowo bogatej literatury zachodniej na temat reintegracji rodzin oraz analizować pozytywne przypadki zdarzające się w naszym kraju. Przy tych przypadkach zawsze zaczynało się od uwierzenia w starą prawdę, że większość rodzin ma zasoby i umiejętności, aby wychowywać własne dziecko, tylko czasami te zasoby są zagłuszone przez symptomy kryzysu. Do tego przy przypadkach zreintegrowanych dzieci znajdowali się ludzie, którzy traktowali np. matkę dziecka szacunkiem i troską, co nie znaczy, że podchodzili do niej bezkrytycznie.

Fundacja Dziecko i Rodzina realizuje programy szkoleniowe i konsultacyjne w zakresie wzmacniania umiejętności i metodyki pracy z rodzinami dzieci.
Piszcie do nas!!!

Subskrybuj