ul. Smulikowskiego 4, pok. 221, II piętro, 00-389 Warszawa  +48 536-555-608; fdir(at)wp.pl 
www. fdir.pl  www.programdavinci.pl
fundacja dziecko i rodzina przykladowe zdjecie kampani
Wiele w ostatnich dniach słychać wezwań do zakończenia mowy nienawiści. Przyłączam się do tych wezwań, chociaż wiem, że pozostaną wezwaniem powtarzanym od początku do końca świata… Jesteśmy przecież wychowani do ocen. Robimy coś dobrze lub źle już we wczesnym dzieciństwie, potem oceniają nas w szkołach. Następnie jesteśmy rekrutowani, kwalifikowani, oceniana jest nasza praca… Uczymy się oceniać innych. Oczekuje się od nas, że staniemy po którejś stronie. Ta partia zła, tamta dobra. To dziecko dobre, tamto złe. Ta mama dobra, tamta zła. Domy dziecka złe, rodziny zastępcze dobre – albo odwrotnie. Ten jest dobry, kto potrafi podać odpowiednie argumenty do swojej oceny. Każda ocena – wywołuje emocje i nieodparte pragnienie, żeby odpowiedzieć. Najlepiej tak, żeby oceniającemu odechciało się już cokolwiek oceniać. Wywołuje to spiralę działań, która, podsycana przez widzów – powoduje wejście na poziom emocji prostych, jak złość, gniew, pragnienie zemsty. Przeżyłem to nie raz, albo wywołując dyskusję ocenami, albo na nie odpowiadając. To droga do nikąd, nie prowadzi do żadnych konstruktywnych rozwiązań. Bardzo rzadko napotkamy na kogoś, kto potrafi przerwać taką spiralę nienawiści – jak Mahatma Gandhi, który powiedział: „Nikt nie może mnie zranić bez mojej zgody…”

O ileż skuteczniejsze jest podejście wzmacniające, analizujące mocne strony danej osoby. Nie jest to proste podejście, dlatego, że trzeba pozbyć się magii przymiotników. Nie „dobra rodzina zastępcza”, tylko taka, która posiada takie a nie inne umiejętności i zasoby. Tych, umiejętności, których jeszcze nie ma, nauczy się w taki a nie inny sposób. I tyle. Dom dziecka zły? Nie, to nie tak. Jaki musiałby być, aby zabezpieczyć te, a nie inne potrzeby wychowanków? Może jednak powinny istnieć małe, specjalistyczne placówki terapeutyczne dla nastolatków, bo właśnie tak będzie można zaspokoić potrzeby młodych, poranionych ludzi? Rodziny biologiczne złe, patologiczne ? A czy nie lepiej zapytać, jakich konkretnych umiejętności i zasobów im brakuje i czy możliwe jest ich zbudowanie lub wzmocnienie? I czy jest to zgodne z potrzebami dziecka? W tych ocenach zapętliliśmy się tak daleko, że skłócone są między sobą całe środowiska. W internecie padają ogólniki na temat pcpr-ów wypisywane przez rodziny zastępcze, albo krzywdzące oceny, że „rodziny zastępcze tworzone są dla zarobku”. Dyskusje pomiędzy organizacjami pozarządowymi doprowadzane są do czerwoności, ku uciesze innych organizacji, które na tym korzystają.

Tymczasem trzeba byłoby spojrzeć na każdego człowieka z osobna. Na każda biologiczną matkę i ojca, którzy często wymagają podejścia motywującego, wywołującego optymizm i nadzieję, aby uwierzyć, że może im się udać. Na każda rodzinę zastępczą, która 24 godziny na dobę odbudowuje dziecko ze stanu emocjonalnej ruiny. Na wychowawców z placówek, którzy próbują nie wpaść w rutynę i jednak odmienić coś  w życiu niektórych wychowanków.

Mogę obiecać, że będę próbował, mimo pokusy ocen, wzmacniać w sobie kompetencje patrzenia na innych przez pryzmat faktów, mocnych stron, umiejętności. Jeśli zło to brak dobra, to nazwijmy, jakich umiejętności brakuje danej osobie i czy widzimy możliwość ich odbudowania. Może tak jest, że z powodu braku miłości od urodzenia, na niektórych jest za późno, albo potrzeba cudu, aby mogło się coś zmienić. Cuda wywoływane są przez miłość, szacunek do drugiego człowieka. „Mówię do każdego w taki sam sposób – czy jest śmieciarzem, czy rektorem uniwersytetu”, powiedział Albert Einstein. Patrzę na cuda niemal codziennie. Na matkę, która z dna odbiła się i buduje w sobie pełne kompetencje odpowiedzialnego macierzyństwa. Dlaczego to robi? Bo ktoś w nią uwierzył! Na rodzinę zastępczą, która szanuje i motywuje rodziców dziecka. Dlaczego? Bo dostrzegła, że przez to pomaga dziecku… Na przejętą dyrektorkę domu dziecka, która wie, że najważniejszą reformą nie jest podzielenie domu dziecka na małe struktury, ale wnikliwa analiza każdego przypadku dziecka i realizacja planu odbudowy zdolności do więzi, budowy trwałych, pozytywnych relacji dziecka. Na cuda natrafiam nieustannie. Natrafiam też na ludzi, którzy są aniołami. Warto przy nich przebywać, bo są jak wzmacniająca witamina. Mniej ocen, więcej dostrzegania mocnych stron (nawet tam, gdzie ich pozornie nie ma) a cudów będzie jeszcze więcej.


Tomasz Polkowski

Subskrybuj