ul. Smulikowskiego 4, pok. 221, II piętro, 00-389 Warszawa
 
+48 536-555-608; 22 318-91-75
 
fundacja dziecko i rodzina przykladowe zdjecie kampani
Rozmowa z Tomaszem Polkowskim, prezesem Zarządu Fundacji Dziecko i Rodzina – opublikowana w biuletynie „Razem zmieniamy Śląskie” 2/2016 (Biuletyn Informacyjny Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego),.

W ostatnich latach w obszarze polityki społecznej promowany jest trend odchodzenia od opieki instytucjonalnej na rzecz opieki świadczonej na poziomie lokalnych społeczności, tak zwana deinstytucjonalizacja. Co konkretnie kryje się pod tym pojęciem?
Deinstytucjonalizacja nie oznacza automatycznego zamykania instytucji opiekuńczych dla dzieci lub dorosłych. To zmiana sposobu myślenia i odejście od ponadstuletniej tradycji pracy socjalnej, która zakładała, że jeśli jakaś jednostka sobie nie radzi, państwo ma obowiązek się nią zaopiekować. Do dzisiaj kierunki pedagogiczne przygotowujące kandydatów do pracy w instytucjach opiekuńczych noszą nazwę „pedagogika opiekuńczo-wychowawcza”. Wynika to z przeświadczenia, że dziecko można „wychować” i zaspokoić jego potrzeby poza rodziną. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych i w krajach Europy Zachodniej naukowcy już dawno zauważyli, że takie podejście jest błędne. John Bowlby i jego następcy odwrócili piramidę potrzeb, wskazując, że fundamentem zaspokojenia potrzeb rozwojowych dziecka jest bezpieczna więź z opiekunem podstawowym, czyli najczęściej z matką i ojcem. Deinstytucjonalizacja opiera się więc na przekonaniu, że w instytucjach – mimo ogromnego zaangażowania i poświęcenia wychowawców – nie ma możliwości zaspokojenia podstawowej potrzeby dziecka, to znaczy potrzeby miłości.

Gdzie należy szukać źródeł deinstytucjonalizacji?
Poza nauką o więzi, źródłem deinstytucjonalizacji jest rezygnacja z tzw. medyczno-diagnostycznego podejścia do nauk społecznych, w którym zakładano, że – w przypadku kryzysu w rodzinie – specjaliści zatrudnieni w systemie pomocy społecznej postawią diagnozę, a następnie przygotują i zrealizują plan pomocy. Ten sposób myślenia został przejęty z nauk medycznych, a następnie wzmocniony przez psychoanalizę. Jednak już w latach 40. Bertha Reynolds wskazywała, że w pracy z ludźmi potrzebującymi pomocy należy oprzeć się na kompetencjach, dobrych doświadczeniach i „mocnych stronach” klienta pomocy. Słynne pytanie: „Jak dotrwałeś do tego momentu?” zapoczątkowało tzw. podejście wzmacniające, którego gwałtowny rozwój w pomocy społecznej przypada dopiero na lata 90. XX wieku. Jego przedstawicielami byli Charles Rapp – postulujący praktykę pracy socjalnej opartej na zasobach oraz Dennis Saleebey, którego książka „Perspektywa mocnych stron w praktyce socjalnej” stała się podręcznikiem dla pracowników socjalnych na całym świecie i była wielokrotnie wydawana i aktualizowana. Obecnie większość zaawansowanych systemów pomocy społecznej opiera się na przeświadczeniu, że nie można komuś pomóc, jeśli nie pomoże on sobie sam. Można jedynie stosować określone techniki pracy, aby klient uświadomił sobie, jakie ma kompetencje i zasoby – rodzinne oraz środowiskowe. Opierając się na tych zasobach, klient ma zbudować i zrealizować plan wyjścia z kryzysu. W połączeniu z nauką o więzi, a w XXI wieku – z osiągnięciami neurobiologii (w tym odkryciami dotyczącymi wpływu więzi na rozwój mózgu), powstał ugruntowany pogląd, że w przypadku gdy dziecko pozbawione jest bezpiecznych więzi we własnej rodzinie, należy w pierwszym rzędzie próbować je odbudować, a jeśli to się nie uda – zapewnić niezbędne do rozwoju więzi w środowisku rodzinnym.

Kogo dotyczy ten proces?
Wbrew obiegowym opiniom, deinstytcjonalizacja obejmuje nie tylko domy dziecka, ale także wszystkie instytucje, które miały zastąpić rodzinę i separować osoby w kryzysie od zasobów społeczności lokalnej. Dotyczy to więc domów pomocy społecznej, szpitali psychiatrycznych, zakładów leczniczych dla dzieci, domów „spokojnej starości” itd. We wszystkich tych przypadkach wskazuje się na konieczność wzmocnienia odpowiedzialności rodziny oraz społeczności lokalnych. Należy więc pomóc rodzinie w opiece nad osobą potrzebującą pomocy, a jeśli jest to niemożliwe, stworzyć wewnątrz społeczności lokalnych miejsca zapewniające dzieciom i dorosłym prawo do indywidualności oraz prawo do korzystania z dobrodziejstw życia, w tym dobrodziejstw relacji emocjonalnych, pośród „normalnie” funkcjonujących ludzi. Niestety w Polsce wciąż z dużą podejrzliwością patrzy się na osiągnięcia np. krajów skandynawskich w zakresie zapewnienia osobom niepełnosprawnym umysłowo mieszkań pośród społeczności, gdzie pomoc zewnętrzna jest ograniczona do niezbędnego minimum – w zależności od możliwości podopiecznych.

Jakie są największe zalety eliminowania opieki instytucjonalnej?
Mówiąc o ograniczaniu pieczy instytucjonalnej, najczęściej mówi się o pieniądzach, wskazując na wysokie koszty utrzymania w domach dziecka czy w domach pomocy społecznej. Tymczasem największą długofalową korzyścią rozwoju dziecka w warunkach rodzinnych jest zapewnienie optymalnych warunków jego rozwoju w każdej sferze: emocjonalnej, intelektualnej, fizycznej i społecznej. Mówiąc prosto: dając dziecku miłość, zapewniamy przeniesienie tej miłości na kolejne pokolenia, czyli budujemy zdrowe społeczeństwo.

Czy możliwa jest całkowita rezygnacja z opieki instytucjonalnej?
W tym zakresie istnieje wiele mitów. Często słyszę obiegową opinię, że „są dzieci, które nie nadają się do wychowania w rodzinie i dlatego potrzebne są instytucje opiekuńcze”. Podaje się przykłady zdemoralizowanych nastolatków, którzy urządzili rodzinom zastępczym prawdziwe piekło. Myślę jednak, że tego rodzaju sytuacji jest wielokrotnie mniej niż miejsc w obecnie funkcjonujących instytucjach opiekuńczych. W niektórych „trudnych” przypadkach potrzebne mogą być małe, przypominające dom, instytucje, w których z jednej strony stworzy się warunki do budowania indywidualnych więzi z opiekunem, a z drugiej strony zapewni terapię. Nowy system zakłada stosowanie technik pracy opierających się na zasobach rodzin i społeczności lokalnych oraz przygotowanie i wspieranie specjalistycznych rodzin zastępczych. Nie będzie wtedy potrzeby utrzymywania kilkudziesięciu tysięcy miejsc w różnego typu instytucjach opiekuńczych, funkcjonujących w różnych resortach, nieskoordynowanych z pracą asystentów rodziny.

W Polsce jesteśmy dopiero na początku drogi. Jakie są największe przeszkody w efektywnym prowadzeniu tego procesu?
Najważniejszą przeszkodą wydaje się sposób myślenia pracowników systemu, wynikający z wielu lat funkcjonowania podejścia instytucjonalnego. Wciąż uczy się studentów, że podstawą pomocy jest dobra diagnoza, a potem konstrukcja i realizacja planu przez specjalistów. Podejście skupione na zasobach klientów jest wciąż w Polsce awangardą, która efektownie wygląda na szkoleniach, ale – jak mówią często praktycy – „nie da się tego zastosować w polskich warunkach”. Paradoksalnie, przeszkodą jest też dobra kondycja instytucji opiekuńczych, które w Polsce są dobrze doposażone i pracuje w nich wielu oddanych, profesjonalnie przygotowanych wychowawców. Skoro funkcjonują tak dobrze i pracują tam sprawdzeni ludzie – to po co zamieniać je na niepewne rodziny zastępcze? Argumenty te są wspierane medialnymi doniesieniami o skandalach w rodzinach zastępczych oraz informacjami o dużej liczbie dzieci „zwracanych” do domów dziecka. W tym myśleniu brakuje jednak dalszej perspektywy: „co się stanie, jeśli potencjał i umiejętności specjalistów z instytucji opiekuńczych wykorzystamy do budowania systemu opartego na zasobach społeczności?”.

W jakich obszarach odnosimy największe sukcesy w zakresie deinstytucjonalizacji, a które wymagają jeszcze pracy?
W Polsce reforma ma charakter „wyspowy”. Zależy od tzw. „czynnika ludzkiego”, czyli od pojawienia się w danym powiecie lub gminie ludzi otwartych na nowe rozwiązania, W Gdyni od dawna funkcjonują asystenci rodziny (jeszcze przed wejściem w życie ustawy wprowadzającej ten nowy zawód) i dzięki temu statystycznie mniej jest tutaj przypadków umieszczania dzieci poza rodziną niż w innych powiatach. Można też wskazać na wiele nowatorsko funkcjonujących powiatów, np. w województwie śląskim (powiat wodzisławski, rybnicki, Częstochowa). Wiele z nich zostało nagrodzonych za rozwój rodzinnej pieczy zastępczej przez Koalicję na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej. Żeby jednak nowy sposób myślenia stał się powszechny, potrzebna jest realizacja dużego projektu szkoleniowego na skalę całego kraju oraz zmiany ustawodawcze, które udrożniłyby niesprawny system pracy z rodzinami w kryzysie. Fundacja Dziecko i Rodzina przeprowadziła w całym kraju szkolenia dla asystentów rodziny i koordynatorów rodzinnej pieczy zastępczej. Potwierdziły one zarówno duży potencjał pracowników systemu, jak i wielką potrzebę wprowadzania metodologii opartej na podejściu wzmacniającym oraz osiągnięciach nauki o więzi.

W obecnej perspektywie finansowej procesy deinstytucjonalizacji są wspierane przez Fundusze Europejskie...
Jest duża nadzieja na odpowiednie wykorzystanie regionalnych programów operacyjnych na rzecz budowania usług wzmacniających rodziny, budujących koordynację działań poziomu gminnego i powiatowego oraz tworzących nowe usługi oparte na zasobach społeczności lokalnych. Tego typu programy będą mogły przyczynić się do wzrostu liczby rodzin wspierających i pomocowych (oraz nieformalnej pomocy sąsiedzkiej), pomocy specjalistycznej, grup wsparcia, profesjonalnie przygotowanych rodzin zastępczych (gotowych do współpracy na rzecz reintegracji rodzin). Bardzo ciekawym rozwiązaniem, które jest wpisane w prawo kilku krajów europejskich, jest tzw. konferencja grupy rodzinnej, czyli metoda tworzenia planu pomocy w oparciu o zasoby samej rodziny. Liczę na to, że wprowadzenie takich rozwiązań będzie wspierane przez środki europejskie. Jedynym zmartwieniem jest to, czy znajdą się powiaty i organizacje pozarządowe, które będą w stanie przygotować i zrealizować takie programy.

Czy jako społeczeństwo jesteśmy gotowi na tak dużą zmianę? A może w pierwszej kolejności należałoby podnieść poziom świadomości obywateli?
Postulat „podnoszenia poziomu świadomości” kojarzy mi się z wieloletnimi działaniami. Tymczasem dzieci nie chcą i nie powinny czekać. Każdy dzień, w którym dziecko pozbawione jest miłości, to strata, która negatywnie wpływa na jego rozwój. Należy więc pilnie zmienić prawo i wykorzystywać wszystkie dostępne środki, w tym europejskie, do tworzenia dobrych modeli pracy na rzecz dzieci i rodzin. Każde dziecko, które będzie mogło pozostać we wzmocnionej rodzinie, korzystając z jej wewnętrznych i zewnętrznych zasobów – to zwycięstwo nowego sposobu myślenia. Jeśli nie uda się zbudować (w szeroko pojętej rodzinie) bezpiecznego środowiska dla dziecka, to takim zwycięstwem będzie umieszczenie go w świadomej, profesjonalnie funkcjonującej rodzinie zastępczej, która będzie otwarta na różne, zgodne z potrzebami dziecka rozwiązania – w tym na powrót do rodziny biologicznej.

Rozmawiał Łukasz Karkoszka

Zapisz się